Blog > Komentarze do wpisu

Biedna Edna

Z przypadkiem Edny zetknęłam się w książce „Psychologia społeczna. Serce i umysł”, w której zostały opisane jej narodziny (a właściwie akt stworzenia). W 1936 roku w prasie amerykańskiej pojawiła się  reklama Listeriny, środka do pielęgnacji jamy ustnej. Ilustracja przedstawiała parę nowożeńców oraz druhny łapiące bukiet. Jedną z nich była trzydziestoletnia Edna, która – jak głosił slogan towarzyszący reklamie – „często była druhną, ale nigdy panną młodą” (Often a bridesmaid but never a bride). Slogan przeszedł do historii. W kilku słowach, za to o dużych możliwościach perswazyjnych, odwołuje się on do strachu przed samotnością i staropanieństwem oraz poczucia wstydu. Sugestywnemu obrazkowi towarzyszy długi komunikat zachwalający lekarstwo oraz opisujący chorobę o naukowo brzmiącej nazwie – halitoza (halitosis).

Jak podaje „Duży Aronson” wynalazcą owej choroby był Gerald Lambert, producent specyfiku. Warto dodać, iż zanim pojawiła się omawiana reklama, tego rodzaju środki do pielęgnacji jamy ustnej nie były powszechnie znane, ani też nie widziano potrzeby ich stosowania. Sprzedawana dotąd w aptekach – jako środek antyseptyczny – Listerina,  stała się zatem lekarstwem na groźną chorobę prowadzącą do staropanieństwa.


To jedna z wersji reklamy, z historią Edny, która spędza w staropanieństwie swoje trzydzieste urodziny, gdyż cierpiąc na halitozę, czyli „chorobę nieświeżego oddechu”, nie „złapała” męża (a jedynie bukiety na ślubach przyjaciółek). Jak sugeruje reklama, ty też możesz na nią cierpieć i nawet najbliżsi przyjaciele ci o tym nie powiedzą. A zatem „Nie bądź próżna. Pozbądź się halitozy z pomocą Listeriny”.

Inna wersja reklamy, odwołująca się do tych samych lęków i grająca na tej samej nucie wygląda tak:

Tym razem historyjka obiecująca „dodatkową gratyfikację” wiążącą się z użyciem produktu (charakterystyczna dla reklam prasowych począwszy od lat 20. XX wieku) opowiada o Ednie, która jeszcze w dzieciństwie przekonała się, jak tragiczna w skutkach może być halitoza, dzięki czemu miała czas, by się jej pozbyć – oczywiście z pomocą Listeriny. W późniejszych latach używała jej przy każdej towarzyskiej okazji, dzięki czemu jej „akcje” na rynku matrymonialnym z pewnością podskoczyły w górę.

W ten oto sposób narodził się problem „nieświeżego oddechu”. Współczesne reklamy,  „uczulające” na niego nie mają już wprawdzie tak patriarchalnego wydźwięku, jednak sam wynaleziony wówczas problem do dziś pozostał aktualny i osobisty. A na obawie przed negatywnym wpływem nieświeżego oddechu na jakość stosunków międzyludzkich i „społeczne interakcje” (szczególnie w odniesieniu do płci przeciwnej) wciąż bazują niektóre reklamy gum do żucia, gabinetów dentystycznych, past do zębów oraz innych „odświeżaczy”.

Na deser inne reklamy Listeriny i inne historie – ku nauce i przestrodze :)

 

 

 


 

 

czwartek, 02 lipca 2009, spieniona

Polecane wpisy

  • Piana w zawieszeniu

    Przynajmniej na razie. Ale kto wie - może jeszcze powróci, w takiej czy innej formie. Na razie moja aktywność skupia się na innych polach. A co z tego wyniknie

  • Dotknąć tabu – przypadek Benettona

    Drastyczne, szokujące, przekraczające granice fotografie Oliviero Toscaniego dla Benettona to już klasyka reklamy. Nadal jednak można próbować spojrzeć na te re

  • Sprzecznościowo

    W reklamie męskich perfum Contradiction Calvina Kleina, jak to często bywa w reklamach perfum, sama nazwa dopowiada odczytanie oraz interpretację obrazka. Nie z

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: JO_Aicha, 83.238.175.*
2009/07/09 11:10:11
Kiedyś straszakiem było "staropanieństwo", dzisiaj już ten motyw w reklamie nie występuje. Nie zmienia to faktu, że zarówno Listerine, jak i guma Orbit A.D. 2009 pokazuje w reklamach kwestię świeżości oddechu kochanków, a nie np. współpracowników w biurze, księdza w konfesjonale czy nauczyciela gry na instrumencie dętym (serio, miałam z tym duży problem).
O stan buzi i ząbków dbać powinien każdy, a nie tylko kochankowie. Wykorzystywanie właśnie motywu relacji damsko-męskich w reklamie jest niesmaczne, ale wynika z naszych nieuświadamianych atawizmów, które reklama zna i wykorzystuje. Jesteśmy chyba strasznie pierwotni, bo czy związek małżeński (Listerin) czy po prostu związek (Orbit) - to nadal dla nas najczulszy i najważniejszy symbol, dla którego skłonni jesteśmy rzuć gumę niszcząc sobie plomby!
-
spieniona
2009/07/09 11:59:37
Zdaje się, że w naszej części Europy o problemie tym dowiedzieliśmy się dopiero z pierwszych reklam Mentosa. Ten zresztą również czynił cuda z możliwością chodzenia na wyłamanych obcasach włącznie i również chodziło o ten błysk w oku mężczyzny. Ale pamiętam, że w "tiktakach" pojawiały się też sytuacje zawodowo-biznesowe.