Blog > Komentarze do wpisu

Barbie a kwestia dzieciństwa

Zanim przytłoczy was waga tak poważnie brzmiącego tematu sprostuję, że tytuł powstał z inspiracji komentarzem Joasi do poprzedniego wpisu. Tamtego tematu się nie podejmuję :) Ale ponieważ w komentarzach i dyskusjach na temat Barbie, które zdarzyło mi się prowadzić na innych forach i blogach często pojawiają się dwa wątki, których jeszcze nie poruszałam, tym razem kilka przemyśleń na temat wpływu Barbie na dzieci i wspomnienia z dzieciństwa.

Barbie rujnuje wychowanie

Jedna moja znajoma posiada córkę w wieku wczesnoszkolnym. Córka ta oczywiście szaleje na punkcie Barbie i chce ich mieć przynajmniej tyle, ile posiadają najpopularniejsze koleżanki w klasie, plus oczywiście całe dobrodziejstwo Barbie-inwentarza. Znajoma nie podziela tego zachwytu i wielokrotnie zastanawiała się, czy ulec prośbom córki. Koniec końców zdecydowała się jednak Barbie kupić – po to, by nie skazywać swojego dziecka na społeczny ostracyzm z powodu braku tak oczywistej zabawki. A pewnie też dlatego, by nie wzbudzać w córce jeszcze większego pożądania dla niedostępnego „dobra” (dodam, że opory znajomej wynikały z przekonań ideologicznych a nie braków materialnych). I tu otwiera się wielki temat „wychowywania w duchu progresywnym”, czyli jak to robić, by zachować w wychowaniu nasze własne przekonania, a jednocześnie nie skazywać dziecka na oryginalność, do której nie dojrzało i o zgrozo być może nigdy nie dojrzeje.

Oczywiście można próbować dziecku wytłumaczyć lub narzucić własny punkt widzenia, ale ten przykład bardzo dobrze pokazuje, że wpływ na wychowanie dzieci mają nie tylko rodzice. Kultura popularna macza w tym palce na różne sposoby. A media i rówieśnicy są nośnikiem najnowszych mód i prądów, ale też trwalszych wartości, które aktualnie dominują. Kultura popularna socjalizuje do tych wartości, które sama kultywuje, a zatem w społeczeństwie konsumpcyjnym dzieci są w dużej mierze „przygotowywane” do konsumpcyjnego życia.

Jak się w to zagłębić, to strasznie trudno być dzisiaj świadomym rodzicem. Zabronienie dziecku oglądania telewizji, albo brak telewizora w domu (który sama uprawiam), może odciąć go od istotnego źródła – co prawda niezbyt wartościowej i szybko dezaktualizujące się, ale jednak wiedzy o świecie, która buduje platformę porozumienia z rówieśnikami, pozwala zaistnieć towarzysko, a przynajmniej nie stać z boku w poczuciu wyobcowania. W efekcie możemy wychować niezależnie myślącą istotę, która w wielu sytuacjach społecznych będzie zupełnie bezbronna.

Zdjęcie Koraliki Kitty

Barbie buduje wspomnienia

A teraz wstydliwe wyznanie. Jako dziewczynka uwielbiałam Barbie. Miałam w sumie chyba z osiem lalek, w tym całą rodzinę (z Kenem i dziećmi). Był taki moment, że bawiłam się nimi bez przerwy, a najważniejszym elementem zabawy było wymyślanie okazji i dobieranie do niej „odpowiedniego” stroju. Zabawa rozpoczynała się od rozstawienia domku z książek i zeszytów, które tworzyły oddzielne pokoje, umeblowania ich łóżkami i szafami z piórników i rozłożenia na łóżku całej garderoby, której nie powstydziłaby się dzisiejsza szafiarka. W garderobie tej obok nielicznych błyszczących sukien z Pewexu wybłaganych przy różnych okazjach i wiecznie zdekompletowanych butów, które i tak spadały, piętrzyły się góry ubrań typu vintage, skrawki kolorowych materiałów, które należało obwijać wokół lalki niczym sari oraz rozmaite przeróbki (pamiętam, że pozbawione pary kolorowe skarpetki stanowiły szczególnie cenną zdobycz, gdyż wystarczyło wyciąć dziurę na głowę i ręce, by powstała stylowa sukienka – w przypadku podwójnej warstwy czarnych rajstop z lycry efekt był bardziej wieczorowy). Muszę też w tym miejscu wspomnieć o mojej mamie, która cierpliwie dziergała na szydełku zimowe czapeczki, szaliczki i sweterki „takie jak na zdjęciach z opakowania” (pierwsza Barbie została „zdobyta” w krakowskim Pewexie mieszczącym się w Jubilacie i za całe wyposażenie miała różowy stanik i majtki). Co dziwniejsze moje ówczesne umiejętności szycia i „projektowania” były znacznie większe niż obecnie, o czym może świadczyć fakt, że nigdy późnej nie porwałam sie na uszycie dżinsów. Zatem moją największą przygodę z szafiarstwem przeżyłam w wieku wczesnoszkolnym i to dzięki Barbie.

A na koniec prawdziwy smaczek – fragment felietonu Doroty Masłowskiej „Nasze życie z Barbie”, który ukazał się dawno temu w „Przekroju”:

Nasze życie z Barbie wyglądało inaczej. Barbie odarta ze świata przedstawionego, pozbawiona konika, Kena, domu. Bez łazienki, bez mycia, bez wakacji, bez rancza, bez butiku, w dwóch niekompatybilnych do klimatu sukienkach, w tym jedna z firan, niezdejmowalna. Barbie na wygnaniu, Barbie zesłana do mrocznej Polski, podróżująca w nieproporcjonalnych, klaustrofobicznych samochodach naszych braci na drugi koniec wykładziny koloru gówna. Barbie sypiająca z misiem, prującym się komunistą. A mimo to nieugięta, zawsze ze słonecznym uśmiechem, często goła, ale zawsze umalowana, zawsze patrząca jasnym wzrokiem w jeden, odległy punkt. Nigdy nie patrząca nam w oczy. Barbie bez sutków, Barbie, co jadła i piła, ale nigdy nie wydalała. To było naprawdę piękne i ja to pamiętam, tak jak obsesyjne powtarzanie reklam razem z telewizorem, cukier skaczący we krwi, różowy dym lecący z głowy.

(...) Barbie w Polsce, wprowadzająca elementy różu i koronek w pastewną rzeczywistość, to zjawisko dużo bardziej porażające, wprowadzające w obieg wizję świata tak paranoicznie odległą, nierealną i peweksowską, że nie wiem, jak potem można być szczęśliwym, tyjąc, krwawiąc i jedząc ziemniaki. Rodzice specjalnie wmawiali mi, że Barbie znaczy Barbara, bo wiedzieli, że nie mogę się z tym pogodzić. Kupili mi też nierenomowaną polską Lizę, plastikową podróbę o imidżu sprzątaczki. Od razu opatrzyłam ją wąsem i zdegradowałam do psującej krajobraz ukraińskiej służącej. W Ameryce Barbie to pleonazm, a tu ta makieta życia, w którym wszystko jest zagraniczne, trwa wieczny weekend, nieustające party na Ibizie, to ropiejąca na różowo i błękitnie rana przez całą głowę, niegojąca się do końca życia.

Dorota Masłowska Nasze życie z Barbie "Przekrój" nr 49/2003

 

środa, 27 stycznia 2010, spieniona

Polecane wpisy

  • Piana w zawieszeniu

    Przynajmniej na razie. Ale kto wie - może jeszcze powróci, w takiej czy innej formie. Na razie moja aktywność skupia się na innych polach. A co z tego wyniknie

  • Dotknąć tabu – przypadek Benettona

    Drastyczne, szokujące, przekraczające granice fotografie Oliviero Toscaniego dla Benettona to już klasyka reklamy. Nadal jednak można próbować spojrzeć na te re

  • Sprzecznościowo

    W reklamie męskich perfum Contradiction Calvina Kleina, jak to często bywa w reklamach perfum, sama nazwa dopowiada odczytanie oraz interpretację obrazka. Nie z

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/01/27 21:40:19
Moje dzieciństwo wyglądało podobnie... I jak widać, złe nie było... Nauczyłem się szyć, rozwinąłem wyobraźnie, tworząc meble ze wszystkiego... I nadal podtrzymuje swoje zdanie, że to zależy od rodzica, bo jeśli ten kupuje wyłącznie "gotowce", zamiast stworzyć z dzieckiem zestaw mebli z kartonów po różnych produktach i uszyć, tak jak Pani napisała, stroje ze skarpetek, to już jest ich wina... Wiadomo, cała polityka Mattela opiera się na konsumpcjonizmie i kompletowaniu wciąż nowych rzeczy, ale rodzice nie są zmuszani do ich kupowania! Dzieci są jakie są, chcą wszystko, o czym usłyszą i co zobaczą w reklamach, a gdy to dostaną tracą zainterefowanie 30min po wyjęciu z pudełka... Wiem, bo mam kilkoro takich brzdąców w rodzinie... Poza tym, wnioskując z obserwacji, dzisiejsze pokolenie dzieci jest zupełnie inne - porównuję ze sobą (dzieckiem lat 90-tych) - ja potrafiłem cały boży dzień spędzić w pokoju, bawiąc się czy to lalkami, czy czymś innym. Dziś zabawa dzieci ogranicza się do zrobienia bałaganu i nudzenia się wszystkim po niecałym kwadransie... Ale to właśnie wina rodziców! Jeśli jedynym przyjacielem dziecka jest komputer, rozrywką telewizja, a każda z zabawek gra, śpiewa, mówi, tańczy czy sama jeździ - pozbawia dziecka kontroli nad nią, wyręcza wyobraźnię i to właśnie powoduje, że nie jest ona atrakcyjna dłużej niż 5 minut... Dlatego uważam, że Barbie jest dobrą zabawką, o ile rodzice kupują je z umiarem... Jeśli dziewczynka dostaje przy byle okazji nową lalkę, wiadomo, że nie będzie ich szanować, skoro wie, iż "i tak dostanę nową!". Jeśli miałaby jedną, nauczy się nią opiekować, dbać o nią, itd... Wszystko jest w rękach rodziców...
-
Gość: Joasia, 83.238.175.*
2010/01/28 11:26:15
Mama Barbie nie kupiła, telewizja była reglamentowana. A ja nadal nie wiem, jak jest lepiej - skazywać dziecko na ostracyzm, czy też ulegać kulturze masowej? Bo kiedyś nie oglądałam smurfów, dzisiaj nie mam nawet telewizora i nie wiem, kim jest ta czy ten wymieniani w biurowych pogaduszkach. No i nie brakuje mi tej wiedzy.

Ale pamiętam bezdenną rozpacz, że Barbie nie dostanę...
-
karol.ina.l
2010/01/28 11:51:48
Jako dziecko bardzo chciałam mieć Barbie i jak ją wreszcie dostałam, z Peweksu, ale nie taką wzorcową Mattel, co akurat nie robiło mi różnicy, bo i tak była piękna i miała cudowną sukienkę, koniec dygresji, to byłam najszczęśliwszą dziewczynką na świecie. Moje mama i babcia bez większych oporów tworzyły dla niej ubranka, a kiedyś dostałam prawdziwe futro dla Barbie (uszyte przez babcię), moja mama z pewnością takiego w życiu nie miała i mieć nie będzie, więc to było coś. W miarę upływu czasu kolekcja uzupełniała się o kolejne przyległości, ale w ilościach bardzo rozsądnych, a ponieważ to były jeszcze inne czasy, trudno powiedzieć, czy z powodów finansowych czy rozsądku moich rodziców. Wydaje mi się, że swoją Barbię darzyłam uwielbieniem, ale o całkiem rozsądnych rozmiarach. I nie mam poczucia, że kiczowata estetyka całości tudzież podziw dla hmm, kontrowersyjnej urody, wpłynęły jakoś negatywnie na moje życie. Zgadzam się z barbiecollectorem, że wszystko w rękach rodziców, bo moi mnie do Barbie nie zachęcali, ale też dostarczyli ją w ilościach wystarczającą dużych, żebym była zadowolona, nie karmili mnie za często hamburgerami z McDonald's (jakże zazdrościłam szczęśliwszym koleżankom!), ale nie była to przyjemność zakazana, tylko raczej rzadka, telewizję mogłam oglądać w ilościach dowolnych (tylko wtedy nie było za bardzo czego oglądać), ale miałam jakieś tam zajęcia pozalekcyjne więc nie było znowu aż tyle czasu, żeby ją oglądać i myślę, że takie działania przyniosły całkiem dobre skutki wychowawcze, bo nie czułam się nieszczęśliwa ale też nie miałam okazji zbyt przesiąknąć tą popkulturową papką.
Tak się tylko zastanawiam, ponieważ nie znam teraz żadnych małych dziewczynek, czy Barbie nadal jest taka pożądana? Ostatecznie w czasach mojego dzieciństwa było to dobro relatywnie trudne do zdobycia i znaczącą odbiegało od produktów ówczesnego polskiego przemysłu zabawkarskiego, a teraz wystarczy pójść do sklepu i powiedzieć, chcę taką, co stawia B. właściwie na równi z czymkolwiek innym.
Jeszcze mi się przypomniało, że Barbie relatywnie szybko porzuciłam dla innych lalek, którymi zabawa umożliwiała większą kreatywność własną i to dla nich chętniej budowałam domki i szyłam sukienki, całe kolekcje na dany sezon :)
-
2010/01/28 18:26:34
Jęczenie jaka to Barbie jest niemoralna i prowadzi do głodzenia sie malych niewinnych dziewczynek w bialych sukienkach, polatujących nad ziemią z bezgrzeszności, funkcjonuje od ladnych paru lat i w zasadzie nic nie daje. Kilkanaście lat temu płaszczyzną porozumienia było ogladanie tych samych kupowanych z zachodu kreskówek i okresowe mody na zbieranie różnych gadżetów, których obecność doprowadziła dziś do niechęci klienta do zakupu gazety, jezeli nie jest cos do niej dorzucone (ponoć, wg jakichś badań). Osobiście pozostawałem na pograniczu mód i jezeli sie juz na którąś załapałem, było to zazwyczaj za mało przodujące albo tez dana tendencja sie już kończyła. Wieczna nieśmiałość nie pozwalała mi na specjalne czucie się nieszcześliwym z powodu pozostawania poza głównym nurtem, i tym samym nie zwracanie na siebie uwagi gdzies w kącie. Problem zaczął się później, przy latach kilkunastu. Dzisiejsze dziecko ma prawdopodobnie znacznie przesunięty próg tego, kiedy musi to co inne chociazby to bylo palenie w ubikacji. Jednocześnie chyba nasycenie reklamą tego, co należy mieć dla szczęścia w danym sezonie, jest chyba duzo wieksze niż w latach 90. Sama Barbie nie wpływa już dziś chyba tak bardzo na światopogląd i ideały dziewczęcia. Jak czytalem w pewnym artykule, juz pokolenie temu dziewczeta odkryly ze znacznie zabawniej jest stroic siebie niż lalki i obecnie firmy kosmetyczne zabiegaja juz nawet o bardzo wczesne nastolatki, bo coraz wiecej z nich ma pieniadze i 'dorasta' wizualnie coraz wczesniej (albo przynajmniej chce). Barbia jest dzis księzniczką w pałacu niż spelnia dawne role "bawienia w dom", "odegrania Dynastii" czy "zostania bizneswoman". Widac to po calych seriach księżniczek które Mattel wypuszcza od dobrych kilku sezonów, wprowadzajac dysproporcje między modelami bajkowymi, a np "Barbie for President" czy chociazby "wspolcześnie" ubranymi lalkami.
-
2010/01/29 13:22:02
Odpowiadając na pytanie karol.ina.l chcę zaznaczyć, że dziś Barbie nie jest towarem luksusowym! Ceny są coraz niższe (za 20zł można już mieć Barbie od Mattela!), ale i wykonanie lalek spada. Na moim blogu w komentarzach poruszany jest chociażby temat włosów, które niedość, że sa krótkie i wycieniowane (a dla mnie Barbie to lalka z burzą włosów) to jeszcze kołtunią się zaraz po wyjęciu, a przy pierwszej próbie czesania - wypadają... Do tego dochodzą ciała wykonane z jakiegoś taniego i lekkiego plastiku, który wgniata się, gdy dziecko przypadkiem wejdzie na lalkę. Istotna jest także kwiestia, że wiele firm bezczelnie bazuje na moldach twarzy i ciał wyrobów Mattela, robiąc niewiele gorsze prdróbki, od oryginalnych produktów... Można więc za połowę mniej kupić lalkę do złudzenia przypominającą Mattelowsą Barbie w najbliższym kiosku Ruchu!!! A jeśli twórca laleczki jest już bezczzelny do granic możliwości, na pudełku będzie widniało zdjęcie z pudełka 'tej oryginalnej' (na allegro pełno takich lalek! aż dziw, że Mattel się jeszcze za to nie zabrał?!) Więc wracając do klu sprawu - Barbie nie jest dziś marzeniem dziewczynek, jest jedynie nieznaczym epizodem w ich życiu, stoi na równi z lalkami bobasami. Małe dziewczynki sięgają po Barbie z nudy, kiedy zmęczą się komputerem lub telewizorem, a zabawa trwa niecały kwadrans, dopóki na drodze nie stanie jakaś przeszkoda, np. niemożność założenia ubranka. A ponieważ dzisiejsze dzieci (przynajmniej te z bogatych rodzin) są zbyt znudzone tak trywialnymi rzeczami, jak rozwiązywanie problemów, zabawa się kończy i z czasem Barbie odchodzi w odstawkę... Nie jest to produkt luksusowy z półek pewexu (dla dzieci lat 80'tych) czy telewizyjnych reklam (dla 90'tych)...
-
2010/01/29 16:54:14
No od XIX w uzywano lalek do ekspozycji najnowszych fasonów strojów w krajach odleglych od stolic mody, czy np w koloniach panstw Europy. Nie wydaje mi się więc żeby przynajmniej od tamtych czasów lalka byla wolna od obowiazujacego kanonu urody.

Natomiast co do ciala TnT - nie widzę właśnie tej zmiany trendu. Małe dziewczynki dziś jeszcze sa obciążone koniecznością wyglądania jak Jennifer Lopez czy inna Fergie w najnowszym teledysku, co przedtem (lata 90) jeszcze chyba nie mialo miejsca, przynajmniej na codzień, bo wiadomo ze kazda sie w ktoryms momencie w ciuchy matki przebiera. Cienkonożne i małobiustne ciało BB raczej ma trudniej kiedy zostaje skonfrontowane z sex appealem gwiazdy niż cialo TnT.
Tą cienkonożność można dorzucic do odpowiedzi , którą zamieściłaś wyżej - trwale wyginanie sie nóg lalki w X na poziomie kostek jest kolejnym mankamentem wspolczesnych lalek. Wystarczy obejrzec aukcje lalek uzywanych na allegro, nieomal żadna nie ma prostych nóg.

Natomiast na przykładzie własnym - osoby uzaleznionej od komputera i jak kazdy uzalezniony, nie chcacej tego zmieniac :-) - nie przecenialbym dzis juz roli telewizora. Sam ogladam ledwo wiadomosci o 19.30 i to wszystko. Reszte spedzam przed kompem. Jak widac telewizja juz tez za normalna jest dla nowych pokoleń ;-)
-
spieniona
2010/01/30 14:00:25
- james_beckerson
Dyskusja została "przyniesiona" z innego bloga. Choć Twoja perspektywa kolekcjonera jest inna, ja będę obstawać przy swojej - W moim odczuciu i w sytuacji idealnej lalka nie powinna służyć odzwierciedlaniu ideałów piękna tej czy innej epoki - ale zabawie i rozwijaniu wyobraźni dziecka. A że tak nie jest - to wiemy wszyscy. Dlatego Barbie odzwierciedla ideały piękna swoich czasów - i wraz z nimi się zmienia. Te ideały nie są aż tak sztywne - by sezonowo nie mogły się w nich pomieścić szersze biodra J Lo czy większy biust kogoś tam. Wiadomo, że nie da się tak szybko zmieniać ciała Barbie - ale nie zmienia to faktu, że ciągle płynie ona głównym nurtem.
A co do telewizora - ja nie mam wcale - i znam przynajmniej kilkanaście osób, które tak wybrały. Ale też mam świadomość, że stanowimy mniejszość. W mojej wypowiedzi chodziło o odcinanie dziecka od tego co uważamy za głupotę, ale czym fascynują się jego rówieśnicy i "masy" (czy będzie to telewizja, czy zastąpi ją jakiś internetowy portal, społeczność - to już kwestia przyszłości).

- Karolina dzięki za szczerą i osobistą wypowiedź, która pokazuje, że zdrowy rozsądek jest zawsze w cenie :)

- Barbiecollector - fajnie, że potrafisz krytycznie spojrzeć na korporację Mattel. Ja nie mam aktualnie wiele wspólnego z Barbie, ich cenami i wykonaniem - dzieci w mojej rodzinie są jeszcze za małe - ale będą z uwaga obserwować ich sposób zabawy, bo Twoja diagnoza współczesnych dzieci jest bardzo pesymistyczna - a w moim odczuciu nie wszystko jeszcze stracone - trzeba tylko świadomości i odpowiedniego podejścia - a wielu rodziców tego nie ma, bo chłoną jak gąbka wszystko, co im kultura popularna i konsumpcjonizm podsuną.

- Joasia - dzięki za mocną i szczerą wypowiedź. Wyruszając z dwóch różnych punktów znalazłyśmy się w bardzo podobnym. To pocieszające - bo w pewnym momencie człowiek sam zaczyna siebie kształtować, odrzucając to, co mu nie odpowiada.